Kilka razy pisałem o nocnych przejazdach autobusami, które pokonują na prawdę znaczne odległości. Pomyślałem, że warto o nich wspomnieć i o trasie, która jest najdłuższą na globie. Ameryka Południowa nie jest potentatem kolejowym. Tak powstałą lukę w przewozie osób wypełniły dalekobieżne autobusy. Niby nic specjalnego, ale jednak. Zamiast czterech siedzeń obok siebie są tylko trzy, poprzez to zyskuje się dużo przestrzeni. Ogromne, w niektórych autobusach dostosowane do jazdy w pozycji całkowicie leżącej siedzenia. Druga sprawa, rzecz o drodze, a w naszym przypadku, odcinki drogi na trasie. Pierwszy, z San Pedro de Atacama w Chile do peruwiańskiej Arequipy. Drugi na trasie Majes do Limy. Każdy z tych odcinków, oddzielnie zajął nam kilkanaście godzin. Tyłek zawsze będzie bolał, choćby najwygodniejsze siedzenie więc warto zabrać ze sobą "znieczulenie" w postaci lokalnych trunków. Zawsze to się lepiej sypia. Na chwilę powrócę do drogi. Wielu zapewne słyszało o najdłuższej "autostradzie" świata, nazywają ją Panamerykaną. Łączy dwa kontynenty, Amerykę Północną i Południową na całej długości, oprócz małego odcinka w Ameryce Łacińskiej, gdzie ustępuje siłom dżungli i lokalnym układom. My przejeżdżaliśmy głównie przez odcinki pustynne, czasem podziwialiśmy ocean z wysokich klifów . Po drodze mijamy wszelkie możliwe ciężarówki, w oddali Andy, przy drodze stragany i wszystko czego ewentualnie mogą potrzebować podróżujący. Słuchawki na uszach, widok za oknem, pozycja pół leżąca. Można świat zdobywać...
piątek, 22 marca 2019
czwartek, 21 marca 2019
Poza trasą.
Każde, dotychczas odwiedzone przez nas miejsce, jest "skażone" masową turystyka, i zatraca swój oryginalny urok. Każde miejsce na świecie, które przyciąga turystów, zmienia się. Tym razem, zamiast wracać z Cabanaconde do Arequipy, wybraliśmy trochę okrężną drogę poprzez miasteczko Huambo aż do Majes. Chcieliśmy zobaczyć i zobaczyliśmy odrobinę prawdziwego Peru bez ukłonów dla turystyki. Tym razem to my wzbudzaliśmy zainteresowanie. Dystans - 173km, czas - 7 godzin. Lokalny i jedyny na dobę, rozsypujący się autobus, do którego od czasu do czasu, mieszkańcy pakują jakieś zielsko, kaczki lub też spore prosiaki. Koloryt jak zawsze najciekawszy. Podczas postoju w miasteczku Huambo, wypatrzyliśmy szkołę nazwaną imieniem polskiego papieża. Z innych ciekawostek, w sklepie z artykułami spożywczymi możemy przy okazji popedałować lub też poćwiczyć na atlasie, kto wie, może dbają o spalanie kalorii. Później, w drodze, pozostaje już tylko delektować się surowymi krajobrazami pustynnego Peru, ewentualnie kurzem unoszonym przez koła ciężarówek zmierzających do jednej z pobliskich kopalń. Oczywiście, na koniec należy się nam, solidny zestaw obiadowy bo wytrzęsło też solidnie.
środa, 20 marca 2019
Colca Canion.
Czy pamiętacie Elżbietę Dzikowską i Tonego Halika… Ta para w
czasach PRL i latach dziewięćdziesiątych rozbudzała marzenia ludzi, których
umysły wybiegały dalej niż pełen talerz i flaszka. Słyszałem o
Kanionie Colca, później dowiedziałem się, że to najgłębszy kanion na świecie.
Obecnie jest chyba drugi, bo sąsiedni przejął prymat głębokości. Po kilkunastu
godzinach drogi i trzech autobusach docieramy z San Pedro de Atacama do
Arequipy. Nocleg, rankiem lokalny autobus, tylko 6 godzin nad przepaściami i
jesteśmy w miasteczku Cabanaconde. Tuż obok rozpościera się Kanion Colca. Znowu
to zrobiliśmy, czyli tak jak w Kirgizji ubiegłego roku. Zamiast jak ludzie, na
luzie iść dwa dni, przeszliśmy dwudniową trasę w ciągu 10 godzin. Pod koniec
nogi prawie nie funkcjonowały a ja sapałem jak stary parowóz bo ostatni odcinek
to kilometr do góry. Kanion jest piękny, ale też trzeba brać pod uwagę że nie
da się go przejść ot tak. Po drodze zajadaliśmy się opuncjami, których smak
okupiłem wieloma ukłuciami kaktusów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
